Znowu sesja … czyli powrót do Gentoo
Znowu nastała sesja, czas nauki, nadrabiania zaległości skrzętnie gromadzonych przez cały semestr … no i standardowo wyszukiwanie wszelkiego rodzaju zajęć byle ty tylko się nie uczyć
Jak tylko za instalowałem z powrotem dedykowany system na MacBook’u od razu założyłem, że po sesji, wracam do Gentoo … w prawdzie sesja się jeszcze nie skończyła ale powoli można się zacząć przygotowywać do instalacji prawdziwego systemu operacyjnego. Ostatnio też dorobiłem się większego dysku, tak więc na starym śmiało mogę eksperymentować
… a potem tylko dd i można czuć się jak u siebie ;>.
Jako, że do nauki potrzebuje działającego kompa z dostępem do sieci, normalna instalacja odpada, bo nie mam zastępczego kompa. Os X (bleee) nie obsługuje natywne żadnego normalnego systemu plików (ext2/3, reiserfs … że o ext4 czy btrfs nie wspomnę) instalacja z czystego chroot’a odpada … ale od czego jest virtualizacja i np VirtualBox.
Otóż do instalacji będzie nam potrzebny, wspominany wcześniej VirtualBox i minicd Gentoo. Nie zamierzam instalować całego systemu, głównym celem jest sprawdzenie czy coś się zmieniło w ciągu ostatnich paru miesięcy w obsłudze EFI pod Gentoo/Linux’em (z ostatnich moich informacji wynika, że są projekty które pozwalają “natywne” booto’wać linux’a korzystając z EFI, ale albo są dostępne tylko dla architektur x86 i ia64; nadzieją jest Grub który powinien wspierać EFI od którejś wersji, nawet jest odpowiednia flaga przy kompilacji … ale nie ma jej w USE flagach w Gentoo).
Cel ? Podział dysku na partycje, instalacja systemu podstawowego, konfiguracja i kompilacja kernela tylko po to żeby ruszył natywnie na mac’u i zabawa ze zmuszeniem boot’owania z wykorzystaniem EFI.
Cel główny ? Boot’owanie Gentoo na mac’u bez rEFIt.